Nastepnego dnia,w czwartek mialam okazje pojechac ze znajoma, Andrea do Madrytu. Ona miala wizyte w konsulacie amerykanskim, a poniewaz jechala samochodem i miala dwa miejsca wolne, wiec zabralam sie z nimi. Wyjechalismy o 5 rano, i kolo 19.30-10 juz tam bylismy. Pojechala z nami tez moja wspollokatorka, Viviane wiec we dwie, z mapa w dloni zaglebilysmy sie w ten nieznany swiat. Pomne wskazowek Andrei, wyruszylysmy dluzszym szlakiem aby moc w ciagu tego jednego dnia zobaczyc jak najwiecej miejsc. W pierwszej kolejnosci obskoczylysly wszystkie place
(zdjecia niedlugo wstawie) , spotkalysmy sie twarza w twarz z Don Kichotem i Sancho Pansa:)
az doszlysmy do palacu krolewskiego (palacio real). Gdzie zrobilam sobie fotki z krolem,
ktory pozniej mnie wyzwal na pojedynek
i ktorego musialam... hmmmm.. sprzatnac:)
hehe... zobaczycie na zdjeciach:). Pozniej doszlysmy do plza Puerta del Sol, czyli najslynniejszy plac w Madrycie. W sumie byl bardzo maly, aaa.. i posrodku znajdowal sie pomnik Niedzwiedzia z Drzewkiem (Oso de Madroño)
Tam tez znajdowal sie urzad miasta, gdzie trafilysmy na strajk strazakow. Pozniej spotkalysmy sie z Andrea i jej kolezanka i zabraly nas na obiad i do swiatyni (nie pomietam jak sie nazywala)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz