wiele się działo, odkąd przestałam pisać na blogu, więc postaram się wszystko tutaj umieścić:).
Po pierwsze, pierwsze zaliczenie z javy mam już z głowy:), nawet całkiem nieźle nam poszło, a teraz to musimy utrzymać dobre , pierwsze wrażenie:)
również zbliżają się wielkimi krokami pierwsze kolokwia, 9 i 18 listopada, więc od jutra biorę się do nauki:)
W czasie tych 2 tygodni miałam wizytę pewnego gościa, byliśmy razem w Granadzie, ale o tym napiszę później:) cdn. (19-11-09)No i mam czas, i juz sie zabieram do opisywania. Zacznijmy od uczelni. Mam juz za soba 2 egzaminy, z czego wiem, ze pierwszy mam zaliczony, a na wyniki drugiego musze jeszcze poczekac:). W czasie dwoch ostatnich tygodni pazdziernika mialam wizyte pewnego goscia z Salou:). Ciekawe czy zgadniecie kogo:). Ten czas byl obfity w mile niespodzianki, wspolne spacery i oczywiscie zwiedzanie. To z nim pojechalam do Granady:). Od pierwszego dnia byl bardzo otwarty oraz bardzo szybko sie zaprzyjaznil ze wszystkimi moimi znajomymi oraz ta rodzina u ktorej mieszkam. Niestety czas plynal o wiele za szybko dla nas. Na szczescie juz niedluga jade tam z wizyta-niespodzianka:).... ktoz mnie odwiedzil?
piątek, 30 października 2009
środa, 14 października 2009
wreszcie mam neta:) por fin tengo el internet
Witajcie, po wielu dniach milczenia, wreszcie mam szansę coś tutaj skrobnąć. Darmowy net wreszcie zadziałał:). Cóż, w ciągu tego czasu, zdążyłam pójść znowu w góry, pojechać do Almerii na plaże i na koncert gospel, zwiedzić tutejsze ferie, no i przede wszystkim troszkę się spalić, ponieważ, w dzień jest miedzy 25-35 stopni, zaś w nocy zimno tzn. 12-14. Podobno do końca listopada można jeszcze się opalać na plaży, więc będę mogła to sprawdzić:)
Z moich refleksji dotyczących studiowania, to nie mogę tu znieść jednej rzeczy, której podobno nawet hiszpanie nie rozumieją, otóż gdy na zewnątrz panuje taki upał, na uniwersytecie, w salach mają włączoną klimatyzacje na 14-16 stopni. Po prostu ziąb. Tak samo w samochodach i autobusach. Przez te ciągłe zmiany temperatur człowiek się przeziębia. Czyżby oni sami o tym nie wiedzieli??
Ale dość narzekania, z przyjemniejszych stron studiowania, to... byłam ostatnio przy tablicy, tłumacząc jakieś zagadnienie z topologii. Możecie się zdziwić, ale na początku sama tego nie rozumiałam, ale dzięki Bogu mam koleżankę hiszpankę, która rok temu również była na Erazmusie, we Włoszech i źle to przeżyła, więc pomaga nam jak może:), jest super. Po prostu jakby mi z nieba spadła:).
W zeszłą sobotę pojechałam w góry, kremy do opalania zostawiłam w Salou, więc po 6 godzinach na słońcu, troszkę się spiekłam. Ale było super.
Zaś w poniedziałek byłam w Almerii, pojechaliśmy rano.
Almerii znajduje się 2 godziny drogi stąd, na południe, więc pojechaliśmy tam z rana, pogoda piękna, za to piasek na plaży czarny (zobaczycie na zdjęciach)
moja nowa łódź (mi barco nuevo)
no i śliczny zachód słońca: (una preciosa puesta del sol):
no i też się tam doprawiłam z kolorem, więc mam już piękną opaleniznę, jeśli ją jeszcze widać:).
Byłam również na ferii (zaraz po górach:))
, gdzie sprzedawali różne wyroby własne, był nawet taki szklarz, niesamowite było, jak wypisywał oraz ozdabiał własne wyroby szlifierką.


Wałkowanie odbywało się za pomocą ...... pełnej butelko coca-coli, jakoś wałków tu chyba brak:)
W tym tygodniu może mi się uda pojechać do Kartageny, zaś za tydzień wybieram się do Granady, więc relację zdam jak będę już po fakcie:) pozdrawiam gorąco
Z moich refleksji dotyczących studiowania, to nie mogę tu znieść jednej rzeczy, której podobno nawet hiszpanie nie rozumieją, otóż gdy na zewnątrz panuje taki upał, na uniwersytecie, w salach mają włączoną klimatyzacje na 14-16 stopni. Po prostu ziąb. Tak samo w samochodach i autobusach. Przez te ciągłe zmiany temperatur człowiek się przeziębia. Czyżby oni sami o tym nie wiedzieli??
Ale dość narzekania, z przyjemniejszych stron studiowania, to... byłam ostatnio przy tablicy, tłumacząc jakieś zagadnienie z topologii. Możecie się zdziwić, ale na początku sama tego nie rozumiałam, ale dzięki Bogu mam koleżankę hiszpankę, która rok temu również była na Erazmusie, we Włoszech i źle to przeżyła, więc pomaga nam jak może:), jest super. Po prostu jakby mi z nieba spadła:).
W zeszłą sobotę pojechałam w góry, kremy do opalania zostawiłam w Salou, więc po 6 godzinach na słońcu, troszkę się spiekłam. Ale było super.
Zaś w poniedziałek byłam w Almerii, pojechaliśmy rano.
To jest ten budynek w którym odbywał się koncert gospel
Almerii znajduje się 2 godziny drogi stąd, na południe, więc pojechaliśmy tam z rana, pogoda piękna, za to piasek na plaży czarny (zobaczycie na zdjęciach)
,Titanic??:)
byłam tam ze znajomymi, moja nowa łódź (mi barco nuevo)
no i też się tam doprawiłam z kolorem, więc mam już piękną opaleniznę, jeśli ją jeszcze widać:).
Byłam również na ferii (zaraz po górach:))
, gdzie sprzedawali różne wyroby własne, był nawet taki szklarz, niesamowite było, jak wypisywał oraz ozdabiał własne wyroby szlifierką.
Z Sebastianem i Gosią zrobiliśmy również kolację polską, a co na niej było? to wam zdjęcia opowiedzą:)
A na koniec mam dla was zagadkę, jak myślicie gdzie są produkowane te buty??
W tym tygodniu może mi się uda pojechać do Kartageny, zaś za tydzień wybieram się do Granady, więc relację zdam jak będę już po fakcie:) pozdrawiam gorąco
Subskrybuj:
Posty (Atom)