Coz, mogloby sie wydawac ze ja tu tylko zwiedzam, ale to nieprawda. W miedzyczasie spotykam sie ze znajomymi, chodze do kina no i dobrze sie bawie:) W zeszla srode mielismy wspolna paelle z moim wydzialem, pojechalismy do Valle Perdido ( dosl.tlum. Zagubiona Dolina) i tam, wsrod gor i lasow przygotowalismy sobie przepyszna paelle. Niestety chlopaki nam ja troche podpiekli, wiec spod byl czarny, ale w smaku - przepyszna. Po raz pierwszy sie tu spotkalam, ze do paelli dodaja sok z cytryny, to chyba po to aby zabic smak spalenizny (zart:)).
Nastepnego dnia,w czwartek mialam okazje pojechac ze znajoma, Andrea do Madrytu. Ona miala wizyte w konsulacie amerykanskim, a poniewaz jechala samochodem i miala dwa miejsca wolne, wiec zabralam sie z nimi. Wyjechalismy o 5 rano, i kolo 19.30-10 juz tam bylismy. Pojechala z nami tez moja wspollokatorka, Viviane wiec we dwie, z mapa w dloni zaglebilysmy sie w ten nieznany swiat. Pomne wskazowek Andrei, wyruszylysmy dluzszym szlakiem aby moc w ciagu tego jednego dnia zobaczyc jak najwiecej miejsc. W pierwszej kolejnosci obskoczylysly wszystkie place
(zdjecia niedlugo wstawie) , spotkalysmy sie twarza w twarz z Don Kichotem i Sancho Pansa:)
az doszlysmy do palacu krolewskiego (palacio real). Gdzie zrobilam sobie fotki z krolem,
ktory pozniej mnie wyzwal na pojedynek
i ktorego musialam... hmmmm.. sprzatnac:)
hehe... zobaczycie na zdjeciach:). Pozniej doszlysmy do plza Puerta del Sol, czyli najslynniejszy plac w Madrycie. W sumie byl bardzo maly, aaa.. i posrodku znajdowal sie pomnik Niedzwiedzia z Drzewkiem (Oso de Madroño)
Tam tez znajdowal sie urzad miasta, gdzie trafilysmy na strajk strazakow. Pozniej spotkalysmy sie z Andrea i jej kolezanka i zabraly nas na obiad i do swiatyni (nie pomietam jak sie nazywala)
Juz minelo sporo czasu odkad bylam w Granadzie, jednak jeszcze cos pamietam, wiec wam zaraz opowiem. Pojechalismy wczesnym rankiem, po okolo 2 godzinach bylismy na miejscu. W punkcie informacyjnym dostalismy mape oraz spis miejsc, ktore warto zwiedzic. W pierwszej kolejnosci poszlismy do hostala aby zostawic bagaze, i coz, ruszylismy w miasto.
Granada jest pieknym miastem, niewatpliwie posiada swoj urok. Pierwszego dnia zwiedzilismy dzielnice cyganska, skad wywodzi sie slynne flamenco. Nie da sie powiedziec, ze jest to luksusowa dzielnica, zbudowana na pagorku, gdzie domy sa wbudowane w skaly, niektore juz calkiem opuszczone i zaniedbane. Jedyna atrakcja bylo to, ze z tamtad byl niesamowity widok na Alhambre, czyli palac Karola V z XVI-XVII wieku, zawierajacy elementy architektury arabskiej, z pieknymi ogrodami. Oprocz tego mozna bylo uczestniczyc w pokazie tanca flamenco, ktory odbywal sie w jednej z jaskin, odpowiednio do tego przystosowanej. Ale wejsciowka byla bardzo droga, i pokaz odbywal sie pozna noca, wiec z racji naszego bezpieczenstwa oraz drozyzny nie skorzystalismy z oferty.
Poszlismy rowniez do knajpki tureckiej:
Drugiego dnia poszlismy zwiedzac Alhambre, wczesniej wspomniany palac. Znowu musielismy wczesnie wstac, bo wejsciowke mielismy na godzine 8.00 i moglismy tam byc tylko do 14.00. Wiec dosyc szybko przemierzylismy caly palac i ogrody. Widoki byly niesamowite
Rowniez razem z wejsciowka, mielismy wstep do muzeum , gdzie znajdowala sie rekonstrukcja rzezb , ktore przed wiekami byly w ogrodach. Np. slynne patio de los leones (lwow).
Mis dos Einsteins, moi dwaj Einsteini:
Tego samego dnia poszlismy rowniez do bañuelo, dawnej rzymskiej lazni. W sumie bylo to tylko kilka pomieszczen w skale, i nic wiecej. Po poludniu wybralismy sie do muzeum nauki i technologii. Mozna bylo na wlasne oczy zobaczyc jak dzialaja prawa fizyki,chemii oraz matematyki, zobaczyc zrekonstuowanego dinozaura:), obejrzec pokaz orlow, oraz dowiedziec sie czegos wiecej o nich i mnostwo innych rzeczy. Naprawde warto tam pojsc.
...Q lindo...
No i trzeciego, ostatniego dnia poszlismy do kaplicy - katedry, gdzie spoczywaja krolowie katoliccy. Katedra jest pelna przepychu i prawie cala ze zlota (wewnatrz), zas na zewnatrz duzo cyganow oferujacych wrozby z dloni. No i prawie sie spoznilismy na autobus powrotny. Ale na szczescie, zwykle sie tu spozniaja, wiec udalo nam sie. Ogolnie Granada sie sie podobala, ale nie zamienilabym Murcji na nia. Mimo ze tu nie ma Alhamby, to jednak jestem bardziej przywiazana do mojego miasta. Ale wycieczka byla bardzo udana.
w chwili obecnej jestem bardzo zabiegana, czas oddawania zadań i egzaminów właśnie mnie goni:), więc napiszę coś więcej po poniedziałku 09-11-09. mam ciekawą historie z ciastem za sobą:), ale o tym po poniedziałku.
Ogólnie u nas cieplutko, nie wygląda na listopad 20-28 stopni, w krótkich rękawkach chodzimy, hmmm.... ciekawe jak wygląda tu zima??? pozdro
W koncu mam czas aby cos wiecej napisac, wiec zacznijmy ok ciekawej przygody z ciastem:) Poztanowilam cos zrobic polskiego na obczyznie, no i znalazlam w internecie przepis na ciasto czekoladowe, wiec kupilam skladniki i do roboty. Niestety nie udalo mi sie ubic bialek (mikser byl jakis dziwny:), bo przeciez kucharka najlepsza:)), cukier z maslem nie starl sie na jednolita mase, i ogolnie cale przygotowanie wszystkiego trwalo prawie 2 godziny i nadal nic nie chciala wyjsc dobrze, pod koniec bylam zalamana, bo nie chcialam aby sie ze mnie smiali, ze nawet ciasto mi nie wychodzi, wiec pomodlilam sie: "Boze, jesli Ty dajesz roslinom wzrost mimo zlych warunkow, to prosze Ci, to ciasto nie powinno byc dla Ciebie problemem." I nie uwierzycie ale ciasto wyszlo nie dasc, ze wysokie (wyroslo) to i bardzo smaczne:), Dzieki Bogu!.